Dzień 29 GIBRALTAR – udało się

Dzień 29
Dystans: 140 km
Był Gibraltar, była Skała Gibraltarska (swoją drogą wjechać tam po tylu przejechanych kilometrach to bym nawet jako pokutę za najcięższe grzechy nie dał ). Były małpki, wcale nie takie złe i natarczywe jak mnie ostrzegaliście. Była radość i satysfakcja, że się udało (wciąż ciężko mi w to uwierzyć)
No ale Gibraltar to nie Malaga z której wracam samolotem do Polski. No i tu zaczęły się schody. Droga, którą pokazała nawigacja jest dobrze znana mi drogą N-340. Sęk w tym, że na odcinku do Malagi jest częścią autostrady A-7. Nie wiem dokładnie jak to wygląda, wiem tylko, że co chwilę spotykałem się z klaksonami, tirami i sznurem aut. Modliłem się żeby uciec, przeżyć albo żeby złapała mnie policja. Udało się uciec. Gdy ociekłem czekała mnie droga przy plaży. Tragedia! Piasek, tłum ludzi. Nie dało się jechać. Jakimś cudem dotarłem do Marbelli. Znalazłem autobus do Malagi (zostało ok 70 km, w takim tempie, taką drogą jechałbym cały dzień). A jutro szukanie pudła na rower, pakowanie i do domu:) jest radość!
Dziękuję za kilometry dobra wolontariuszom Szlachetnej Paczki w Tomaszowie Lubelskim (to już drugi raz ). Państwu Teresie i Bogdanowi Zając też z Tomaszowa oraz Grzegorzowi i Małgorzacie. Dzięki!
Jutro wczesne wstawanie, 6.00. W Hiszpanii to jeszcze noc. O 8.00 bus na lotnisko (A jeszcze dojechać trzeba). Później szukanie pudła na rower, pakowanie i lot o 15.40. Wcześniej chcę odprawić Mszę na lotnisku. W waszych intencjach. Przynajmniej tak mogę się wam odwdzięczyć za ogromne wsparcie dla mnie. Jeśli macie jakieś intencje podajcie w komentarzach czy wiadomościach, albo po prostu napiszcie, że prosicie o modlitwę.
Ja wam bardzo dziękuję, patrząc na księżyc i słuchając morskich fal mówię tradycyjne- dobrej nocy dobrzy ludzie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.