Dzień 3. Czechy – jest dobrze, rower działa, pojawiają się wpłaty na koncie Zuzi

Dziś aby wzmocnić wolę walki umieściliśmy w sieci filmik z prac sztabu . Sami oceńcie czy am się podoba …

Są pierwsze wpłaty, co na bardzo cieszy.

Nadal szukamy sponsorów. Mamy propozycję. Może ktoś „wykupi” jutrzejsze kilometry dobra? 180 km = 180 zł (lub więcej, prosimy o wpłatę i kontakt z nami: admin@rowerowedobro.pl

Możemy o takiej osobie napisać lub nie. wg życzenia. Kto pierwszy i odważny? Taka cegiełka na leczenie i rehabilitację Zuzi .

 

 

A u księdza:

Dzień 3.
Dystans: licznik rowerowy pokazuje 170km. Licznik GPS: 132km. Jednemu jak i drugiemu ufam tak jak sobie, czyli generalnie nie ufam:D
Wstałem jak skowronek. Po Mszy zjadłem boskie śniadanie w towarzystwie zakonnika z naszych terenów, a dokładnie z Werbkowic. Z anielskim spokojem ruszyłem w trasę, by już za chwilę przekonać się, że były to miłe złego początki. Nie działały przednie przerzutki. Po telefonie do przyjaciela, szybka decyzja – wracam i szukam serwisu. I pewnie wystrzeliłbym jak z procy, gdyby nie nagłe olśnienie- mój rower ma blokadę manetek, która akurat była włączona. Problem rozwiązany:)

Po radosnym Eureka do przodu. Od samego początku długi podjazd w pięknym lesie. Po chwili dotarłem na czeską granicę i zaczął się czeski film. Jak dziecko we mgle gubiłem się na trasie. Po 50 km praktycznie nie ruszyłem z miejsca, robiąc za to 1000 m przewyższeń. Po 5 godzinach męczarni dotarłem do miejsca, do którego mogłem dotrzeć we dwie…
Zjadłem obiad i skoncentrowany (tak mi się wtedy wydawało ruszyłem na Pragę. Jak się okazało, zamiast na południowy zachód, ruszyłem na północny. Po 20 km jak grom z jasnego nieba dotarło do mnie, że znów jadę do Polski! No osioł, po prostu osioł…
Na szczęście dotarłem na nocleg przed deszczem. W ostatniej chwili zrobiłem zakupy. A na miejscu okazało się, że zapomniałem karimatę.
Tak się śmieje sam do siebie, że jak tak dalej pójdzie to Boże Narodzenie zastanie mnie na Gibraltarze. Do Pragi jakieś 70km. Jeśli jutro nie dam ciała jak dziś to spokojnie zrobię dystans 180km. Noga podaje, rower jedzie, pieniążki dla Zuzi płyną. Jest dobrze:)
Dzięki za wszelkie wsparcie. Wybaczcie, że mało odpisuję. Dobrej nocy dobrzy ludzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.